Berta - ciekawostki nr 12034
Arnold Buzdygan wytoczył proces Stowarzyszeniu Wikimedia Polska, które prowadzi Wikipedię. Ta precedensowa rozprawa rozpocznie się w czwartek we Wrocławiu. Buzdygan uważa, że nazywanie go trollem jest obraźliwe i narusza jego dobra osobiste. - To bardzo obrzydliwe określenie w sferze internetu, wykluczające totalnie. Coś jak "pedofil" w pozostałych przypadkach - argumentuje. Arnold Buzdygan to postać znana i bardzo aktywna w polskim Usenecie. Występuje na grupach dyskusyjnych, gdzie wypowiada się m.in. na tematy: reżyserii, prawa autorskiego, seksuologii, psychologii i polityki. Od lat wywołuje duże zainteresowanie kontrowersyjną treścią oraz stylem swych wystąpień. Ze względu na zawarte w nich wulgaryzmy, propozycje zakładów oraz zapowiedzi licznych procesów sądowych i groźby pobicia, część społeczności określa te zachowania mianem trollingu - czytamy w Wikipedii na temat Buzdygana. Tekstem tym niedoszły kandydat na prezydenta Polski poczuł się urażony.
Ośmioletnia dziewczynka prowadziła negocjacje z czterema bandytami, którzy napadli na dom jej rodziców, związali ich i grozili śmiercią - informuje włoska prasa. Pisząc o szczęśliwym zakończeniu napaści wszystkie gazety cytują słowa małej Caroliny skierowane do przestępców: "Zróbmy tak. Ja wam oddam wszystkie moje zabawki, a wy zostawicie nas żywych, w porządku?". Do napadu na dom pod Mediolanem, należącego do byłego pilota rajdowego, doszło w sobotni wieczór. Wtargnęli do niego czterej zamaskowani i uzbrojeni mężczyźni, prawdopodobnie Albańczycy. Związali rodziców dziewczynki i zażądali pieniędzy. Nie skrępowali jedynie ośmioletniej córki właścicieli, która przez pół godziny z zimną krwią przekonywała, że w sejfie nie ma wielkich sum, jakich szukali. Zaproponowała wreszcie, że odda im wszystkie swoje zabawki. Przestępcy uciekli zabrawszy jedynie kilka znalezionych w domu rzeczy, między innymi cenny zegarek i kilka sztuk biżuterii. Po ich ucieczce Carolina rozwiązała ojca, który wezwał następnie karabinierów. Jak podkreślają gazety, funkcjonariusze nie mogli wyjść z podziwu dla dzielnej dziewczynki, dzięki której nie doszło do tragedii.
vseo.pl
Jurek Owsiak i jego ekipa dopiero przygotowują się do ruszenia z Wielka Orkiestrą Świątecznej Pomocy ale pierwsze charytatywne aukcje już się pojawiają w Internecie. Na Chwilę obecną 20 100 zł płaci anonimowy użytkownik , który licytuje specjalny numer Gadu-Gadu:17 . Specjalny i łatwy do zapamiętania numer nawiązuje do XVII Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który w tym roku odbędzie się 11 stycznia. Do tego dnia na Allegro będzie trwała licytacja numeru. W ubiegłym roku za numer GG:16 zapłacono 13 900 zł.
Atronomowie odkryli w kosmosie chmurę alkoholu metylowego o średnicy 463 mld km.Ma ona kształt mostu (i z pewnością jest to ten słynny most na drugą stronę tęczy). Chmura została wypatrzona przez astronomów z brytyjskiego obserwatorium Jodrell Bank. Dzielni odkrywcy poinformowali jednak natychmiast, że zawarty w niej alkohol nie nadaje się do spożycia, gdyż jest toksyczny (bujać to my, ale nie nas; na pewno jest jakiś sposób na odtoksycznienie). - Odkrycie to otwiera nową debatę w astrofizyce, debatę dotyczącą skomplikowanego świata cząsteczek w kosmosie – powiedzieli naukowcy. Nie wątpili, że okaże się ona niezwykle owocna, choć wspomniana chmura znajduje się raczej poza zasięgiem astrofizyków (i ich kieliszków) z planety Ziemia – a mianowicie w tej części naszej galaktyki – czyli na Drodze Mlecznej (sic!), którą nazwano W3 (OH). ÂŁatwiej będzie pewnie wybrać się do pobliskiego sklepu. Mamy jednak nadzieję, że odważnym badaczom, którzy ku Drodze Mlecznej podążą, nikt nie każe dmuchać w balonik.
Mężczyzna przez prawie dekadę sądził, że mieszka z prawowitą żoną. Był przekonany, że nie pamięta ślubu, bo w chwili ceremonii był odurzony marihuaną. Po latach para postanowiła się jednak rozstać, a mężczyzna związać z nową partnerką. Dopiero wtedy wyszło na jaw, że poprzedni ''ślub'' nigdy się nie odbył. Historię małżeńską z morałem opisała australijska gazeta ''Syndey Morning Herald''. Mężczyzna i kobieta, których nazwisk nie ujawniono, poznali się i zaprzyjaźnili wiele lat temu. W 1994 roku postanowili razem zamieszkać. Był to jednak związek zawarty bardziej z rozsądku i dla wygody niż wypływający z głębszego uczucia miłości. Postronny obserwator mógłby powiedzieć, że to para przyjaciół lub współlokatorów, a nie małżeństwo. Mężczyzna stwierdził jednak, że skoro mieszkają razem, to musieli wziąć ślub. Nie pamięta wprawdzie szczegółów uroczystości, ale to zapewne z powodu nałogowego palenia marihuany. ''Małżeństwo w wyobraźni'' trwało przez prawie 10 lat. W 2003 roku stosunki między ''małżonkami'' uległy jednak znacznemu pogorszeniu, kłótnie powtarzały się coraz częściej i związek rozpadł się. Tuż przed ostatecznym rozstaniem ''żona'' podsunęła mężczyźnie jakieś dokumenty do podpisania - uznał, że są to papiery rozwodowe. Jak się później okazało, były to papiery związane z wynajmowanym mieszkaniem. Byli już ''małżonkowie'' rozpoczęli nowe życie.