Berta - ciekawostki nr 29099

Profile z serwisów społecznościowych odzwierciedlają prawdziwą, a nie wyidealizowaną osobowość - twierdzi Sam Gosling z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin. Byłem zaskoczony, ponieważ przeważnie zakłada się, że ludzie używają swoich profili do sprawiania lepszego wrażenia. W rzeczywistości nasze wyniki sugerują, że przekazują one adekwatny wizerunek właściciela. Dzieje się tak, ponieważ ludzie nie starają się ulepszać siebie albo im się to po prostu nie udaje. Wg Goslinga, profil w serwisie społecznościowym wydaje się zatem kolejnym medium, za pośrednictwem którego utrzymujemy szczere, autentyczne kontakty społeczne, coś jak przez telefon. Zespół psychologa z Austin zainteresował się 236 profilami osób w wieku studenckim z USA (Facebook) oraz Niemiec (serwisy StudiVZ i SchuelerVZ). Za pomocą kwestionariuszy oceniono cechy osobowości rzeczywistej i idealnej. Pod uwagę wzięto ekstrawersję, ugodowość, sumienność, neurotyczność i otwartość, czyli czynniki osobowości uwzględnione przez Paula Costę i Roberta McCrae w modelu Wielkiej Piątki (Big Five). Sędziowie oceniali profile nieznanych osób. Następnie ich noty porównywano z ujawnionymi w testach cechami prawdziwymi i wymarzonymi ich właścicieli. Okazało się, że wrażenie odniesione przez obcych na podstawie internetowego profilu odpowiadało samoopisowi i nie ulegało próbom idealizowania.
Pewien romantyk z Bristolu oświadczył się swojej dziewczynie umieszczając pierścionek zaręczynowy na wystawie muzeum. 30-letni informatyk Rob Colbourn poprosił personel muzeum miejskiego o zgodę na wstawienie pierścionka pomiędzy eksponaty i następnego dnia przyprowadził ukochaną na wystawę. To właśnie tam zdumiona dziewczyna zobaczyła efektowny klejnot z tabliczką o treści: "Pierścionek użyty przez Roba Colbourna podczas zaręczyn z Marisą Stabler".
vseo.pl
44-letnia niepełnosprawna mieszkanka małego miasteczka we wschodniej Francji nie wierzyła własnym oczom, gdy zobaczyła ostatni rachunek za telefon. Opiewał on na... 63 miliony euro - niemal siedem razy więcej niż wynosi kapitał operatora, z którego usług korzystała. Kobietę najpierw poinformowano, że France Telecom nie będzie świadczył usług w rejonie, w którym mieszka. Potem zachęcano ją do skorzystania z abonamentu nowego operatora. Podpisując ofertę 44-latka nie wiedziała, że jednocześnie zobowiązała się do uregulowania rachunków kilku firm zajmujących się ściąganiem kar od klientów spóźniających się czy uchylających się od płacenia za telefon. Na adres mieszkającej samotnie kobiety o bardzo skromnych zarobkach zaczęły napływać rachunki na coraz większe sumy. Nie wiedząc za jakie usługi ma płacić, przestała regulować inne rachunki - poza tymi, które dotyczyły korzystania przez nią z telefonu, ale ogarniał ją graniczący z paranoją lęk przed każdą kolejną przesyłką - bała się, że zabiorą jej dom i osadzą w więzieniu. Sprawa trafiła do Biura Ochrony Konsumenta, gdzie okazało się, że nieuczciwy operator w podobny sposób postępował w wielu przypadkach - zawsze były to osoby, mające trudności ze zrozumieniem tekstu kontraktu.
Amerykańscy dowódcy chcą sfinansować program badawczy, mający na celu stworzenie zupełnie nowego rodzaju broni. Pocisk chemiczny wypełniony silnym afrodyzjakiem miałby zamieniać żołnierzy wrogiej armii w zakochanych w sobie gejów. Naukowy projekt Sunshine ma na celu opracowanie nowych, niekonwencjonalnych rozwiązań dotyczących pola walki. Pomysł homo-bomby jest tylko jednym z wielu projektów, nad którymi pracują wojskowi naukowcy. Innym ciekawym pomysłem, na który wpadli, jest substancja chemiczna, która zwabia do oddziałów nieprzyjaciela roje wściekłych os, lub – opcjonalnie – stada szczurów. Wśród preparatów opracowanych przez wojskowe laboratoria jest również substancja uwrażliwiająca skórę wroga na promienie słoneczne i preparat, który wywołuje u zainfekowanych osób bardzo cuchnący oddech. W ten sposób można by zdaniem wojskowych fachowców rozpoznać wrogich żołnierzy próbujących wmieszać się w tłum cywilów.

Pierwszą na świecie maszynę sprzedającą świeżą pizzę skonstruował włoski przedsiębiorca Claudio Torghele. Urządzenie nazwał "Let's pizza". Na wiadomość o tym stowarzyszenie włoskich piekarzy pizzy zapewniło, że nie jest zaniepokojone, bo jak stwierdziło: "to, co wychodzi z automatu, nie ma nic wspólnego z włoską pizzą". - Taka maszyna nadaje się do sieci fast-food albo na rynek zagraniczny, w Stanach Zjednoczonych, Chinach i Indiach, ale ktoś, kto chce zjeść prawdziwą pizzę musi iść do tradycyjnej pizzerii - oświadczyli piekarze słynnego przysmaku. Zapewnili: "nie boimy się konkurencji ze strony żadnej maszyny". Maszyna zadebiutuje we Włoszech i w krajach sąsiednich latem. Według zapowiedzi robi całą pizzę w trzy minuty, w ciągu których ma miejsce cały proces jej wytworzenia, począwszy od wyrobienia ciasta. Wszystko odbywa się na oczach klienta. Pizza z takiej maszyny ma kosztować 3,5 euro, a więc około 2 euro mniej niż w pizzerii.