Berta - ciekawostki nr 35436

Profile z serwisów społecznościowych odzwierciedlają prawdziwą, a nie wyidealizowaną osobowość - twierdzi Sam Gosling z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin. Byłem zaskoczony, ponieważ przeważnie zakłada się, że ludzie używają swoich profili do sprawiania lepszego wrażenia. W rzeczywistości nasze wyniki sugerują, że przekazują one adekwatny wizerunek właściciela. Dzieje się tak, ponieważ ludzie nie starają się ulepszać siebie albo im się to po prostu nie udaje. Wg Goslinga, profil w serwisie społecznościowym wydaje się zatem kolejnym medium, za pośrednictwem którego utrzymujemy szczere, autentyczne kontakty społeczne, coś jak przez telefon. Zespół psychologa z Austin zainteresował się 236 profilami osób w wieku studenckim z USA (Facebook) oraz Niemiec (serwisy StudiVZ i SchuelerVZ). Za pomocą kwestionariuszy oceniono cechy osobowości rzeczywistej i idealnej. Pod uwagę wzięto ekstrawersję, ugodowość, sumienność, neurotyczność i otwartość, czyli czynniki osobowości uwzględnione przez Paula Costę i Roberta McCrae w modelu Wielkiej Piątki (Big Five). Sędziowie oceniali profile nieznanych osób. Następnie ich noty porównywano z ujawnionymi w testach cechami prawdziwymi i wymarzonymi ich właścicieli. Okazało się, że wrażenie odniesione przez obcych na podstawie internetowego profilu odpowiadało samoopisowi i nie ulegało próbom idealizowania.
Mieszkanka ul. Eliasza w Białymstoku dziś około godziny 14 zadzwoniła do straży pożarnej mówiąc, że w jej mieszkaniu wiszą jakieś przewody, które dymią. Twierdziła, że może wybuchnąć pożar. Gdy strażacy przyjechali szybko na miejsce, okazało się, że kobieta wezwała ich, by zamontowali jej żyrandol, bo sama tego nie umiała zrobić. Bardzo się jednak zdziwiła, gdy strażacy nie zamontowali żyrandola i wezwali policję. Sprawa została potraktowana jako złośliwy fałszywy alarm. Kobieta może za to nawet odpowiedzieć przed sądem. Nie był to jedyny taki przypadek, gdy białostoccy strażacy zostali wezwani nie do pożaru, a żeby komuś pomóc w zdjęciu np. obrączki z palca lub z penisa. Oba takie przypadki wydarzyły się w Białymstoku. Do obrączki, która utknęła na spuchniętym palcu strażacy zostali wezwani w środku nocy. Sami nie potrafili pomóc z tym problemem kobiecie, której palec coraz bardziej siniał, więc wysłali ją do złotnika. Mężczyzna zaś, który założył metalowy pierścień na członka męczył się prawie dwa dni. Gdy trafił na pogotowie, nikt nie był w stanie mu pomóc. Pierścień nie chciał spaść, bo członek był w pełnym wzwodzie. Strażacy w tym przypadku również nie mieli odpowiedniego sprzętu do usunięcia pierścienia. Nożyce, które mają w wyposażeniu, są bowiem zbyt duże. Wpadli więc na inny pomysł: w pełnym umundurowaniu, w kaskach na głowach i z wielkimi nożycami wkroczyli na izbę przyjęć, gdzie znajdował sie mężczyzna. Gdy ten ich zobaczył, jego penis opadł. Strażacy są też często wzywani m.in. do ludzi, którzy utknęli lub którzy są tak wielcy, że pogotowie nie jest w stanie ich znieść na noszach. Rekordzistka, którą transportowała straż, miała 300 kg. Podobne przeżycia mają też policjanci.
vseo.pl
Nie, to nie żart. Kondom w sprayu naprawdę istnieje. Jest mieszanką lateksu i kilku innych składników, które umieszczone są w puszce – właśnie z tej puszki nanosi się prezerwatywę z każdej strony. To zupełnie tak jak np. samochód który jest na myjni spryskiwany z każdej strony. Co prawda prezerwatywa w sprayu nie weszła jeszcze do sprzedaży, ale trwają nad tym intensywne prace. Produkt był już zapowiadany na 2008 rok, ale nadal trwają badania nad jednym problemem – nanoszony lateks schnie ok 5 minut (dla niektórych może to oznaczać koniec zabawy), klienci natomiast potrzebują czegoś co schnie nie więcej niż 10 sekund. Pozostaje czekać i używać starych, dobrych i sprawdzonych gumek.
Kolor stroju noszonego przez zawodników może wpływać na decyzje sędziów w sportach niewymiernych - twierdzi Norbert Hagemann i jego koledzy z Uniwersytetu w Muenster.

Ośmioletnia dziewczynka prowadziła negocjacje z czterema bandytami, którzy napadli na dom jej rodziców, związali ich i grozili śmiercią - informuje włoska prasa. Pisząc o szczęśliwym zakończeniu napaści wszystkie gazety cytują słowa małej Caroliny skierowane do przestępców: "Zróbmy tak. Ja wam oddam wszystkie moje zabawki, a wy zostawicie nas żywych, w porządku?". Do napadu na dom pod Mediolanem, należącego do byłego pilota rajdowego, doszło w sobotni wieczór. Wtargnęli do niego czterej zamaskowani i uzbrojeni mężczyźni, prawdopodobnie Albańczycy. Związali rodziców dziewczynki i zażądali pieniędzy. Nie skrępowali jedynie ośmioletniej córki właścicieli, która przez pół godziny z zimną krwią przekonywała, że w sejfie nie ma wielkich sum, jakich szukali. Zaproponowała wreszcie, że odda im wszystkie swoje zabawki. Przestępcy uciekli zabrawszy jedynie kilka znalezionych w domu rzeczy, między innymi cenny zegarek i kilka sztuk biżuterii. Po ich ucieczce Carolina rozwiązała ojca, który wezwał następnie karabinierów. Jak podkreślają gazety, funkcjonariusze nie mogli wyjść z podziwu dla dzielnej dziewczynki, dzięki której nie doszło do tragedii.